niedziela, 22 stycznia 2012

Rozdział 1

    
 Nie cierpię go z całego serca i duszy. Już tak dalej nie wytrzymam .Daje mu się tak poniewierać od 12 lat.12 lat temu zginęli moi rodzice.12 lat temu zostałam przeniesiona do tego barbarzyńcy który mnie bije i pluje w twarz nazywając “dziwką” .Mam tego dosyć, mam jego dosyć, mam wszystkich dosyć! I co że wuj jest piekielnie bogaty jeśli bije cie za każdym razem jeśli kupisz za dużo ubrań , które przy jego zarobkach to pikuś? Już dalej nie mogę. Nie zniosę jego aroganckiego głosu po znęcaniem się nade mną.
-Margaret?- basowy, arogancki głos wuja dobiegł z dołu.
-Słucham!- odkrzyknęłam ze złością, tak niech udaje ,że nic się nie stało tak jest najlepiej dla nas wszystkich. Najpierw wytargaj mnie za włosy a potem zachowuj się jak jakiś anioł ,który o czymś takim nie słyszał.
-Wyjeżdżam-powiedział tak słodko ,że chciało mi się rzygnąć- nie będzie mnie tydzień bądź grzeczna.
Tak! To było jak raj. Gdy go nie będzie będę tu żyła jak w raju. Zaraz, zaraz , przecież ja nie muszę tu zostawać! Mogę uciec. Mam 12-sto letnie oszczędności. Tak ciekawe ile tego jest nigdy tego nie liczyłam. Mam samochód i prawko żeby tak wszystko moje zapakować w walizy i odjechać? Dobry plan. Nikt nie zauważy mojej ucieczki, nikt się mną nie interesuje. Boże byłam taka, głupia. Tyle okazji do ucieczek wszystkie zmarnowane. No jako 5-cio latka uciec nie mogłam. Niedługo kończę 17 lat. Podeszłam do komody i z drżącymi rękami wyjęłam kuferek z pieniędzmi. Tysiąc sto, dwa tysiące trzysta, trzy tysiące pięćset, cztery tysiące siedemset, pięć tysięcy dziewięćset, sześć tysięcy osiemset dolarów i 12 centów. Nawet nie wiedziałam że mam tyle. Mogę się gdzieś pokręcić. Zeszłam na dół. Zrobiłam kolacje. Zjadłam. Poszłam się wykąpać do łazienki przydzielonej do mojego pokoju. Ubrałam się w białą koszulkę z Coldplay i czarne dżinsy. Włożyłam czerwone conversy. Narzuciłam na to skórzaną kurtkę. Chwyciłam rączki walizek. Zatrzymałam się w pół kroku w drzwiach (i to nie dlatego ,że ważyły więcej ode mnie).Zapomniałam swojego iPoda i laptopa. Zabierając gadżety bez których nie mogę żyć powlekłam się do mojego mini-coopera. Zapakowałam walizki do samochodu. Wsiadłam odpaliłam wóz. Wyjechałam za bramę. Nareszcie wolna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz