Alex od dawna nie miał już takiego zlecenia ,choć był
najlepszym dampirem tropiącym wiedźmy.Pracował już 5 lat dla FBI w projekcie
"wiedźma" którym jest celem zabicia
wszystkich wiedźm i czarowników.Dapiry nie cierpiały wiedźm i ich
magi.Nie mogli z nią walczyć.Alex podjął się zabijania ich.Zlecenie które
dostał mówiło ,że wiedźma jest bardzo potężna.Dostawał zlecenia smsem nigdy z
tego samego numeru.Trzeba będzie uważać na nią.Wyszedł z czarnego jaguara
ukrytego po drugiej stronie ulicy.Dom wiedźmy otaczał 3 metrowy mur.Staną pod
nim i zaczął się wspinać, nagle usłyszał (swoim wyostrzonym słuchem) odgłos
zamykanych drzwi i pokonując ostatnie pół metra muru wyjrzał i zobaczył
dziewczynę z walizkami zbliżającą się do osobno stojącego budynku który musiał być garażem, z którego wyjechał zielony
mini-cooper.Alex zeskoczył z muru i podbiegł do samochodu.Po chwili jechał już
za samochodem wiedźmy.Samochód zatrzymał się na pobliskiej stacji
benzynowej.Wysiadła z niego piękna blondynka o długich nogach.Nie widział
jeszcze czarownicy blondynki raczej ich kolorem włosów jest czarny lub
brązowy.Jej kolor aury to indygo co oznaczało mądrość, charyzmę i
dojrzałość.Podkradł się do sklepu i schował w krzakach ,gdy będzie wychodziła
załapie ją.Kasjerka odwróciła się a młoda wiedźma właśnie wychodziła ze sklepu, już po chwili trzymał ją jedną jedną ręką a drugą zasłonił jej usta.-Nie szamotaj się wiedźmo-sykną jej do ucha.Powlekł ją do pobliskiego drzewa i przywiązał.
-Nie jestem żadną wiedźmą-krzyknęła jak tylko odsłonił jej usta.-Co do cholery?!
-Cicho siedź.-odpowiedział.-Zginiesz za swoje czyny.
-Za to że chciałam uciec z domu?To przecież nienormalne ,że wuj Styks che mnie zabić za to ,że uciekam z domu.-jej głos zaczynał się łamać
-A jednak przyznajesz się że jesteś czarownicą, i to złą,bardzo złą-odparł z dumą.
-Nie jestem żadną czarownicą, puść mnie nic złego nie zrobiłam-łzy spływały jej po policzkach.
-Nie kłam, przecież każdy czarownik, wampir,lynkat i łowca wie ,że Styks dowodzi wiedźmami i czarnoksiężnikami w całych Stanach.
-Mówisz ,że przez 12 lat mieszkałam z jakimś czarodziejem?Upadłeś na głowę?!
-Nie graj niewiniątka.-ryknął
-Nie zamierzam, moi rodzice nie żyją, mój wuj mnie bije i jest jakimś głupim magikiem, uciekam z domu na stacji jakiś gość mnie łapie i przywiązuje do drzewa, na dodatek mi wmawia że jestem jakąś wróżką która robi jakieś czary mary, hokus-pokus!Czy to jest normalne?!
-Twierdzisz ,że kłamie?Twierdzisz ,że nie jesteś czarownicą?Twoja aura mówi mi co innego...
-Moje co?-przerwała mu w pół zdania
-Aura, zjawisko ezoteryczne,aura to taka jakby "otoczka" ludzka.Są rózne odcienie aur, i każdy odcień oznacza inną osobowość człowieka..Aurę czarownicy oznacza kolor indygo.
-Zgaduje,że moja aura ma taki kolor.Czemu ty to widzisz a ja nie?
-Niektórzy ludzie to widzą można to wyćwiczyć.
-Nie jestem czarownicą!
-Dostałem zlecenie od FBI żeby cię zabić.-rzucił lekko.-To moja praca.
-Nie jestem żadną czarownicą powtarzam po raz setny!
-No tak dość dziwne ,że jeszcze nie użyłaś czarów.
-Nie umiem czarować o co ci chodzi?!
-Jak to nie umiesz czarować wszystkie czarownice umieją.-może ona nie nie jest żadną czarownicą pomyślał, może zły namiar nie to musi być Margaret MacPhine, nie musi zawieść ją do siedziby FBI.-Mała czas na przejażdżkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz