My new face
środa, 1 lutego 2012
wtorek, 24 stycznia 2012
Rozdział 3
-Kogo?Chyba do piekła.-prychnęła.
Mimo oporów na twarzy Alexa zaigrał uśmieszek.
-I z czego się cieszysz głupku!-krzyknęła-Gdzie mamy jechać?
-Do siedziby FBI.
-Boże dziękuje ci ,że zabierasz mnie od tego debila do normalnych ludzi.
-Mam na imię Alex miło że pytasz Margaret.
-Nie nazywaj mnie tak nie cierpię tego imienia-warknęła.
Odwiązał mnie i przerzucił przez ramie.Na moją niekorzyść się się zdało się kopanie go w plecy bo miał je twarde jak stal.Wrzucił mnie na przednie siedzenie samochodu który jak zakłam musiał być jaguarem.Wygodne skórzane tapicerki, po prostu zatopiłam się w siedzeniu.
-Skąd znasz moje imię?-rzuciłam kiedy odpalał samochód.
-Dostałem zlecenie razem z twoim imieniem, nazwiskiem i adresem.
-Aha, od kogo otrzymujesz te smsy?
-Od FBI z różnych numerów.Nigdy nie wiem kiedy przyjdą.
-Dlaczego FBI chciało by mnie zabijać?
-Nie tylko ciebie, wszystkie czarownice.
-Czemu?
-Wiesz wszyscy czarodzieje i czarownicy bardzo lubią przywołać na świat demony, a takie żywią się krwią ludzi.
-Jak wampiry?
-Wiesz wampiry można podzielić na dwie grupy ci co są dobrzy piją krew z butelek.Ci źli napadają na ludzi.
-To chyba trzeba zająć się wampirami tymi złymi oczywiście co?
-Tymi zajmuje się CIA.
-Aha.
-Czemu polujesz na wiedźmy?
-Bo ich nie lubię.
-Czemu?
-Mam swoje powody.
-Jakie?
-Nie twoja sprawa?
-Czemu?
-Musisz się o wszystko pytać?
-Sam się teraz zapytałeś.
-Dobrze ,że dojeżdżamy.
-Mhm.
Po chwili zatrzymaliśmy się przed wysokim budynkiem.Siedziba FBI domyśliła się.Alex otworzył mi drzwi.Wyszłam z samochodu, przewiał mnie ciepły powiew powietrza z wschodu.Dekikatnie złapał mnie za nadgarstek i zaprowadził do drzwi.
Mimo oporów na twarzy Alexa zaigrał uśmieszek.
-I z czego się cieszysz głupku!-krzyknęła-Gdzie mamy jechać?
-Do siedziby FBI.
-Boże dziękuje ci ,że zabierasz mnie od tego debila do normalnych ludzi.
-Mam na imię Alex miło że pytasz Margaret.
-Nie nazywaj mnie tak nie cierpię tego imienia-warknęła.
Odwiązał mnie i przerzucił przez ramie.Na moją niekorzyść się się zdało się kopanie go w plecy bo miał je twarde jak stal.Wrzucił mnie na przednie siedzenie samochodu który jak zakłam musiał być jaguarem.Wygodne skórzane tapicerki, po prostu zatopiłam się w siedzeniu.
-Skąd znasz moje imię?-rzuciłam kiedy odpalał samochód.
-Dostałem zlecenie razem z twoim imieniem, nazwiskiem i adresem.
-Aha, od kogo otrzymujesz te smsy?
-Od FBI z różnych numerów.Nigdy nie wiem kiedy przyjdą.
-Dlaczego FBI chciało by mnie zabijać?
-Nie tylko ciebie, wszystkie czarownice.
-Czemu?
-Wiesz wszyscy czarodzieje i czarownicy bardzo lubią przywołać na świat demony, a takie żywią się krwią ludzi.
-Jak wampiry?
-Wiesz wampiry można podzielić na dwie grupy ci co są dobrzy piją krew z butelek.Ci źli napadają na ludzi.
-To chyba trzeba zająć się wampirami tymi złymi oczywiście co?
-Tymi zajmuje się CIA.
-Aha.
-Czemu polujesz na wiedźmy?
-Bo ich nie lubię.
-Czemu?
-Mam swoje powody.
-Jakie?
-Nie twoja sprawa?
-Czemu?
-Musisz się o wszystko pytać?
-Sam się teraz zapytałeś.
-Dobrze ,że dojeżdżamy.
-Mhm.
Po chwili zatrzymaliśmy się przed wysokim budynkiem.Siedziba FBI domyśliła się.Alex otworzył mi drzwi.Wyszłam z samochodu, przewiał mnie ciepły powiew powietrza z wschodu.Dekikatnie złapał mnie za nadgarstek i zaprowadził do drzwi.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Rozdział 2
Alex od dawna nie miał już takiego zlecenia ,choć był
najlepszym dampirem tropiącym wiedźmy.Pracował już 5 lat dla FBI w projekcie
"wiedźma" którym jest celem zabicia
wszystkich wiedźm i czarowników.Dapiry nie cierpiały wiedźm i ich
magi.Nie mogli z nią walczyć.Alex podjął się zabijania ich.Zlecenie które
dostał mówiło ,że wiedźma jest bardzo potężna.Dostawał zlecenia smsem nigdy z
tego samego numeru.Trzeba będzie uważać na nią.Wyszedł z czarnego jaguara
ukrytego po drugiej stronie ulicy.Dom wiedźmy otaczał 3 metrowy mur.Staną pod
nim i zaczął się wspinać, nagle usłyszał (swoim wyostrzonym słuchem) odgłos
zamykanych drzwi i pokonując ostatnie pół metra muru wyjrzał i zobaczył
dziewczynę z walizkami zbliżającą się do osobno stojącego budynku który musiał być garażem, z którego wyjechał zielony
mini-cooper.Alex zeskoczył z muru i podbiegł do samochodu.Po chwili jechał już
za samochodem wiedźmy.Samochód zatrzymał się na pobliskiej stacji
benzynowej.Wysiadła z niego piękna blondynka o długich nogach.Nie widział
jeszcze czarownicy blondynki raczej ich kolorem włosów jest czarny lub
brązowy.Jej kolor aury to indygo co oznaczało mądrość, charyzmę i
dojrzałość.Podkradł się do sklepu i schował w krzakach ,gdy będzie wychodziła
załapie ją.Kasjerka odwróciła się a młoda wiedźma właśnie wychodziła ze sklepu, już po chwili trzymał ją jedną jedną ręką a drugą zasłonił jej usta.-Nie szamotaj się wiedźmo-sykną jej do ucha.Powlekł ją do pobliskiego drzewa i przywiązał.
-Nie jestem żadną wiedźmą-krzyknęła jak tylko odsłonił jej usta.-Co do cholery?!
-Cicho siedź.-odpowiedział.-Zginiesz za swoje czyny.
-Za to że chciałam uciec z domu?To przecież nienormalne ,że wuj Styks che mnie zabić za to ,że uciekam z domu.-jej głos zaczynał się łamać
-A jednak przyznajesz się że jesteś czarownicą, i to złą,bardzo złą-odparł z dumą.
-Nie jestem żadną czarownicą, puść mnie nic złego nie zrobiłam-łzy spływały jej po policzkach.
-Nie kłam, przecież każdy czarownik, wampir,lynkat i łowca wie ,że Styks dowodzi wiedźmami i czarnoksiężnikami w całych Stanach.
-Mówisz ,że przez 12 lat mieszkałam z jakimś czarodziejem?Upadłeś na głowę?!
-Nie graj niewiniątka.-ryknął
-Nie zamierzam, moi rodzice nie żyją, mój wuj mnie bije i jest jakimś głupim magikiem, uciekam z domu na stacji jakiś gość mnie łapie i przywiązuje do drzewa, na dodatek mi wmawia że jestem jakąś wróżką która robi jakieś czary mary, hokus-pokus!Czy to jest normalne?!
-Twierdzisz ,że kłamie?Twierdzisz ,że nie jesteś czarownicą?Twoja aura mówi mi co innego...
-Moje co?-przerwała mu w pół zdania
-Aura, zjawisko ezoteryczne,aura to taka jakby "otoczka" ludzka.Są rózne odcienie aur, i każdy odcień oznacza inną osobowość człowieka..Aurę czarownicy oznacza kolor indygo.
-Zgaduje,że moja aura ma taki kolor.Czemu ty to widzisz a ja nie?
-Niektórzy ludzie to widzą można to wyćwiczyć.
-Nie jestem czarownicą!
-Dostałem zlecenie od FBI żeby cię zabić.-rzucił lekko.-To moja praca.
-Nie jestem żadną czarownicą powtarzam po raz setny!
-No tak dość dziwne ,że jeszcze nie użyłaś czarów.
-Nie umiem czarować o co ci chodzi?!
-Jak to nie umiesz czarować wszystkie czarownice umieją.-może ona nie nie jest żadną czarownicą pomyślał, może zły namiar nie to musi być Margaret MacPhine, nie musi zawieść ją do siedziby FBI.-Mała czas na przejażdżkę.
-Nie jestem żadną wiedźmą-krzyknęła jak tylko odsłonił jej usta.-Co do cholery?!
-Cicho siedź.-odpowiedział.-Zginiesz za swoje czyny.
-Za to że chciałam uciec z domu?To przecież nienormalne ,że wuj Styks che mnie zabić za to ,że uciekam z domu.-jej głos zaczynał się łamać
-A jednak przyznajesz się że jesteś czarownicą, i to złą,bardzo złą-odparł z dumą.
-Nie jestem żadną czarownicą, puść mnie nic złego nie zrobiłam-łzy spływały jej po policzkach.
-Nie kłam, przecież każdy czarownik, wampir,lynkat i łowca wie ,że Styks dowodzi wiedźmami i czarnoksiężnikami w całych Stanach.
-Mówisz ,że przez 12 lat mieszkałam z jakimś czarodziejem?Upadłeś na głowę?!
-Nie graj niewiniątka.-ryknął
-Nie zamierzam, moi rodzice nie żyją, mój wuj mnie bije i jest jakimś głupim magikiem, uciekam z domu na stacji jakiś gość mnie łapie i przywiązuje do drzewa, na dodatek mi wmawia że jestem jakąś wróżką która robi jakieś czary mary, hokus-pokus!Czy to jest normalne?!
-Twierdzisz ,że kłamie?Twierdzisz ,że nie jesteś czarownicą?Twoja aura mówi mi co innego...
-Moje co?-przerwała mu w pół zdania
-Aura, zjawisko ezoteryczne,aura to taka jakby "otoczka" ludzka.Są rózne odcienie aur, i każdy odcień oznacza inną osobowość człowieka..Aurę czarownicy oznacza kolor indygo.
-Zgaduje,że moja aura ma taki kolor.Czemu ty to widzisz a ja nie?
-Niektórzy ludzie to widzą można to wyćwiczyć.
-Nie jestem czarownicą!
-Dostałem zlecenie od FBI żeby cię zabić.-rzucił lekko.-To moja praca.
-Nie jestem żadną czarownicą powtarzam po raz setny!
-No tak dość dziwne ,że jeszcze nie użyłaś czarów.
-Nie umiem czarować o co ci chodzi?!
-Jak to nie umiesz czarować wszystkie czarownice umieją.-może ona nie nie jest żadną czarownicą pomyślał, może zły namiar nie to musi być Margaret MacPhine, nie musi zawieść ją do siedziby FBI.-Mała czas na przejażdżkę.
niedziela, 22 stycznia 2012
Rozdział 1
Nie cierpię go z
całego serca i duszy. Już tak dalej nie wytrzymam .Daje mu się tak poniewierać
od 12 lat.12 lat temu zginęli moi rodzice.12 lat temu zostałam przeniesiona do
tego barbarzyńcy który mnie bije i pluje w twarz nazywając “dziwką” .Mam tego
dosyć, mam jego dosyć, mam wszystkich dosyć! I co że wuj jest piekielnie bogaty
jeśli bije cie za każdym razem jeśli kupisz za dużo ubrań , które przy jego
zarobkach to pikuś? Już dalej nie mogę. Nie zniosę jego aroganckiego głosu po
znęcaniem się nade mną.
-Margaret?- basowy, arogancki głos wuja dobiegł z dołu.
-Słucham!- odkrzyknęłam ze złością, tak niech udaje ,że nic
się nie stało tak jest najlepiej dla nas wszystkich. Najpierw wytargaj mnie za
włosy a potem zachowuj się jak jakiś anioł ,który o czymś takim nie słyszał.
-Wyjeżdżam-powiedział tak słodko ,że chciało mi się rzygnąć-
nie będzie mnie tydzień bądź grzeczna.
Tak! To było jak raj. Gdy go nie będzie będę tu żyła jak w
raju. Zaraz, zaraz , przecież ja nie muszę tu zostawać! Mogę uciec. Mam 12-sto
letnie oszczędności. Tak ciekawe ile tego jest nigdy tego nie liczyłam. Mam
samochód i prawko żeby tak wszystko moje zapakować w walizy i odjechać? Dobry
plan. Nikt nie zauważy mojej ucieczki, nikt się mną nie interesuje. Boże byłam
taka, głupia. Tyle okazji do ucieczek wszystkie zmarnowane. No jako 5-cio latka
uciec nie mogłam. Niedługo kończę 17 lat. Podeszłam do komody i z drżącymi
rękami wyjęłam kuferek z pieniędzmi. Tysiąc sto, dwa tysiące trzysta, trzy
tysiące pięćset, cztery tysiące siedemset, pięć tysięcy dziewięćset, sześć
tysięcy osiemset dolarów i 12 centów. Nawet nie wiedziałam że mam tyle. Mogę
się gdzieś pokręcić. Zeszłam na dół. Zrobiłam kolacje. Zjadłam. Poszłam się
wykąpać do łazienki przydzielonej do mojego pokoju. Ubrałam się w białą
koszulkę z Coldplay i czarne dżinsy. Włożyłam czerwone conversy. Narzuciłam na
to skórzaną kurtkę. Chwyciłam rączki walizek. Zatrzymałam się w pół kroku w
drzwiach (i to nie dlatego ,że ważyły więcej ode mnie).Zapomniałam swojego
iPoda i laptopa. Zabierając gadżety bez których nie mogę żyć powlekłam się do
mojego mini-coopera. Zapakowałam walizki do samochodu. Wsiadłam odpaliłam wóz. Wyjechałam
za bramę. Nareszcie wolna!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)